PARAFIA
Środa, 13 grudnia 2017 roku        

Pierwsi Polacy przybyli na Arszyce w 1910 roku


ARSZYCA -

Na dzisiejszej Arszycy przed dwoma wiekami stał wieczny las,w którym rosły drzewa nawet do dwóch metrów grubości. Właścicielem był pewien zamożny pan spokrewniony z domem Habsburgów, który wycinał las i woził drzewo na stacje kolejową w Górnych Piotrowcach. I tak było do połowy XIX wieku.

W Wiedniu w ten czas panował cesarz austrowęngierski – Franc Jozef. Więc on był krewny włascicielowi, tak ze cesarz pozwolił mu ten las (żiemię) sprzedać ludzią na własnośc. I tak dano przez prasę że kto hce moze sobie kupić ziemię na własnośc. W takim rozrachunku na 10 lat do wypłaty. Ona była dosyć tanio, że można życ i ziemie spłacac. W takim to rozrachunku ludzie zaczeli myśliec ze można się tam przesiedlic i zabezpieczyc swoją rodzine od tak zwanego głodu.
Pierwszi osadnicy, którzy przybyli do Piotrowiec byli to gospodarze z Nowego Sołońca, między nimi byli Polacy uciekinierzy z Polski z 1863 roku ze Rzeszowa którzy po powstaniu kryli sie w innej miejscowosci. I tak 1910 roku przybyli tu pierwszi gospodarze: Malicki Michał, Wawrycz Jerzy, Gawluk Maciej, Shuk Michał i Szuk Maciej. Oni przybyli tu pierwszi. Dano im ziemię, zabezpieczono prawami, dano im po 10 hektarów ziemi, czyli 50 hektarów, dano im z aprobacji z Wiednia od cesarza i tak powiedziano im: zyjcie sobie na zdrowie. Tylko tutaj nie bedą Pietrowce a "Arszyc" czyli Arszyca.
I tak zaczeło sie zycie w Arszycy. Jedni przywiezli sobie domy, stodoły, drudzy budowali sobie tu na miejscu. Zaczęto orac i siać, pnie korczować, zaciągać doły, sadzic sady, palic zgliszcza, uprawiac ziemię i tak się zaczeło życie w Arszycy.
W następnych latach zaczeli naciągac inni gospodarze tak ze w 1914 roku było około 20 rodzin. Czi reszta pochodzili z inzhych miejscowości – Baniłowa, Dunawca, Starej Huty, Mikuły. W 1914 roku nastąpiła wojna i wszyscy poszli na wojne. Wojna skończyła sie w 1919 roku. Powracali z wojny i zaczęto znów zycie.
Obsługa kościelna była na Starej Hucie. Był ksiądz proboszcz Mościcki. U nas był kościół n a Górnych Piotrowcah. Tam przyjezdzał ksiądz raz na miesiąc. Cmętarz był w Dolnych Pietrowcach prawosławny, tam się od nas ludzie chowali. Dopiero po powrocie do domu Malickiego Michała z Rosji z Taszkiętu w 1920 roku zaczęto mysliec o budowie kościoła. Tak że w 1922 roku zaczęto budowac. Poswięcenie kościoła odbyło się w 1924 roku. Kosciół został zbudowany ze składków ludzkich z Arszycy, wspólnemi siłami pomoc dawali i inne wioski Nowy Sołoniec, Plesza, Stara Huta, Dawideny, Banilów, Liauręka, Tereblecza. Ludzie dawali co kto mógł – pięniądze, drzewa, deski, dranice, zborze. Jerzdzono furmankami zborze sprzedawano i płacono majstrom za robote. Byli gospodarze, którzy chodzili po wioskach całemi dniami, proszono o pomoc którą ludzie dawali. To trzeba było znośic na jedno miejsce, pózniej iśc do domu, brać swoje furmanki i tak przyworzic o swoim koszcie, o swoim jedzeniu. Ziemię pod kościół dał Wawrycz Ludwik i Katarzyn.
W roku 1929 załozono cmętarz. Ziemie pod cmętarz dał Shuk Maciej. Płot zrobili ludzie, każdy musiał dać słupa, dwie łaty, shtachiety, jak kto mógł tak izrobił.
W 1932 roku w Arszycy powstaje szkoła z dodatkowym językiem polskim. Ta szkoła jest opłacana przez ludzi az do 1940 roku.
W 1939 roku zaczęto budowe domu polskiego w Arszycy. Ziemie pod dom polski dał Najdek Kasper. Zostaje załozony fundament, podwaliny i częśc materiałów. W1940 roku było przydbano i dowieziono drzewa blisko 100 m3. W 1941 roku zaskoczyła wojna i władze niemiecki w Romunii zabrali ten materiał na celie wojenne.
Władze kościelne w 1924 roku zajmuje jako proboszcz ksiądz Jan Mościcki ze Starej Huty mając pod swoją opieką Stare Hute, Nowe Hute, Czudyn, Pietrowce Górne i Arszyce do 1937 roku. W 1937 roku buduje się kościół w Czudynie tam został mianowany nowy proboszcz ksiądz Ojen z niemiec, bo tam mieszkali niemcy. On zajmuje Czudyn, Górne Piotrowce i Arszyce, uczy sie jezyka polskiego do 1940 roku do wyjazdu do niemiec. W roku 1940 niemcy wyjechali do niemiec i wyjechał i ksiądz z Ojen z Czudyna. Wyjechał i ksiądz z Baniłowa Pater Zontag, ale polacy zostali, więc parafije w Baniłowie obiał młody ksiądz Hadziewicz, on przybył tutaj w 1939 roku podczas okupacji Polski przez niemcy, jemu udało się skryć tutaj na Bukowinie. On był proboszczem w Baniłowie, on obsługiwał Baniłów, Dawideny, Dunaiwiec, Czudyn, Piotrowce Górne i naszą Arszyce do 1945 roku. W 1945 roku wyjechali Polacy do Polski, wyjechali ludzie i księża na Bukowinie a mianowicie w Czerniowcach został tylko ksiądz Krajewski Francziszek i ksiądz Andrzejewski i myśmy sie udali pod jego opiekę. Pózniej ksiądz Andrzejewski umarł, on nas obsługiwał do końca, po jego śmierci obsługiwał nas ksiądz Wiktor.
Ksiądz Krajewski on był nie tylko naszym proboszczem ale był równierz patriotą naszej Bukowiny. On przeżył caly regar komunistyczny. Nie bacząc na nic obsługiwał ludzi. U niego na proboctwie było można tam zawsze przenocowac scielajac koce na podłodze, nieraz siegając i 20 osób nocowało. Byli to ludzie z róznych wiosek, gdzie trzeba było dojezdzac pociągiem i trzeba było przenocować i dopiero na drugi dzień sie wracac. On się kazdego spytał: Masz za co wrócić do domu? Moze herbatki wypić? On niejednokrotnie szedł na stacje brał bilet i mówił: Jedż do domu. Jeżdząc po wioskach pokryjomu obsługiwał ludzi, chodząc pieszo o własnym koście nocami do chorego, naprzykład do naszej Arszycy z ostatnim namaszczeniem i spowiedzią, do ludzi, do Ludwika Wawrycza przyjezdzajac pociągiem na Górne Piotrowce o godzinie 12 wnocy z komunią i spowiedzią, i z powrotem pieszo na Górne Piotrowce, bo o godzinie 3 jechał pociąg z powrotem, i tego było duzo razy. Wyjezdzając ze mszą do Galicji i tam chciano go ztruć. Opowiadał: Zaproszono mnie na obiad, poszedłem do gospodarza i podano mi obiad na stół i wszyscy z domu wyszli. On mówi ze mnie to sie nie spodobało. Zostawiłem wszystko i poszedłem nie tykając niczego. Mówi za mną nikt nie wyszedł mnie to zdziwiło, ale w krótkim czasie powiedzeli mi co za sprawa była i za to chwała Bogu. I od tego czasu oprócz Arszycy nigdzie jedzenie nie uzywałem. Mówiac ze na Arszycy mogę spokojnie odpocząć, zjeśc jak w domu, ale za te obsługi władze sie dowiedziały i jego z proboszcza rzucili, chcieli go sądzić. Ale my z Arszycy pojechało nas 25 ludzi i myśmy się wstawili za niego. Oni się zdziwili ze tyle ludzi naraz przyszło. Wyrok odmienili. Ale musiał rok pracowac z karabinem na plecach. Pilnował zdania fabryczne. Po upływie roku czasu umarł ksiądz Andrzejewski, który był proboszczem na jego miejscu. Zlożyliśmy podanie do wladzy i jego wrócili znów na proboszcza, gdzie pracował do śmierci. On nikogo nie opuścił pracując dzień i noc. U niego mozna było spotkac ludzi biednych, ludzi z odznaką wielkiego oficera czy urzędnika prosząc posługi kapłanskiej. On obsługiwał ludzi chodząc pieszo 20 i 30 km nocami. U nas tutaj w Arszycy była pograniczna zona, nikt nie miał prawa bez specialnego pozwolienia tu przyjśc, ale on odważał się na to i przyjeżdżał nocami, czyniąc usługi kapłańskie ponieważ tu co 3 godziny przechodziły patrole pograniczne. Później już od roku 1980 warunki się polepszyły. Już można było pracować spokojnie, można było dojechać autobusem bez pozwolenia.
W roku 1988 zostaje nadany do pomocy młody ksiądz Wiktor Antoniuk. W 1990 roku umiera ksiądz Krajewski i on obejmuje probostwo. Był to kapłan bardzo gorliwy, oddany kościołowi, on odnowił kościół w Czerniowcach on starał się o otwarcie innych kościołów po innych wioskach. Dostaje do pomocy księdza Anatolia Szpaka. W roku 1995 zostaje nadany ksiądz Stanisław Iriśik. Zostało otwarte probostwo w Storożyńcu i on zaczął obsługiwać. W 2002 roku odjeżdża ksiądz Stanisław a probostwo zajmuje ksiądz Francziszek Dragosz, bardzo gorliwy kapłan. On odnawia kościół św. Antoniego w Górnych Pietrowcach. On był oddany całym sercem dla nas. W 2004 roku ksiądz Franciszek odjeżdża, a probostwo zajmuje ks. Jan do założenia probostwa w Arszycy w 2007 roku. Probostwo zajmuje proboszcz ks. Adam.

(opowiedział Benedykt Malicki, zmarł 2013 r. w wieku 93 l.)
Choćbyś przegrał całkowicie, zbierz się, zgarnij, zacznij od nowa! Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga.
- STEFAN KARDYNAŁ WYSZYŃSKI